Krzyknęłam na dziecko. Co teraz?
Nie chodzi o to, żeby nigdy nie stracić panowania. Chodzi o to, co robisz w ciągu następnych dziesięciu minut.
Nie chodzi o to, żeby nigdy nie stracić panowania. Chodzi o to, co robisz w ciągu następnych dziesięciu minut.
Krzyknęłaś. Widzisz twarz dziecka i już wiesz, że przesadziłaś. Znasz to uczucie: gorąco, wstyd, natychmiastowe „jestem złą matką".
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym zdaniu, bo ono nikomu nie pomaga — ani Tobie, ani dziecku.
Dzieci nie potrzebują rodziców, którzy nigdy nie tracą panowania. Potrzebują rodziców, którzy potrafią wrócić po trudnym momencie. To właśnie z naprawy dziecko uczy się najważniejszej rzeczy: że relacja wytrzymuje błąd.
Poczekaj, aż sama wrócisz do spokoju. Przeprosiny wypowiedziane w napięciu brzmią jak kolejna pretensja.
Nazwij, co zrobiłaś: „Podniosłam głos i nakrzyczałam na Ciebie."
Nie tłumacz się dzieckiem. „Bo mnie zdenerwowałeś" przenosi odpowiedzialność na nie. To nie jest przeprosiny — to obrona.
Powiedz, co zrobisz inaczej: „Następnym razem, kiedy poczuję, że się gotuję, wyjdę na chwilę do kuchni."
Nie żądaj wybaczenia. Dziecko ma prawo potrzebować czasu.
Krzyk to sygnał przeciążenia, nie charakteru. Zapytaj siebie: czy byłam głodna, niewyspana, w pośpiechu? Czy to był konkretny moment dnia?
Zmiana zaczyna się nie od postanowienia „już nigdy", tylko od zauważenia, kiedy to się dzieje.
Chcesz przejść od zrozumienia do zmiany w codzienności?
Zrób bezpłatny test albo zobacz szkolenie, które dotyczy dokładnie tego tematu.
List do rodziców
Dostawaj takie teksty raz w tygodniu